Janina K. przyjechała do Warszawy pociągiem w późnych godzinach nocnych. Idąc pustym tunelem dworcowym usłyszała za sobą szybkie kroki. Obejrzała się i zobaczyła młodego mężczyznę, który niósł w ręku przedmiot przypominający kij baseballowy. Wyjęła z torebki gaz obezwładniający i przygotowała się do obrony. Idąc naprzód wsłuchiwała się w kroki mężczyzny, który szedł znacznie szybciej. W chwili gdy oceniła, że mężczyzna zbliżył się do niej na odległość jednego kroku, odwróciła się raptownie i wyciągając rękę, w której trzymała miotacz, skierowała jego strumień wprost w oczy mężczyzny, z odległości nie większej niż 10 cm.
Środki chemiczne zawarte w gazie uszkodziły gałki oczne w takim stopniu, że leczenie, które doprowadziło do odzyskania normalnych funkcji narządu wzroku trwało ponad osiem miesięcy.
W toku postępowania przygotowawczego ustalono, że mężczyzna ten jest z zawodu geodetą, krytycznej nocy wracał z pracy z poza Warszawy a w ręku niósł urządzenie do pomiarów geodezyjnych. Szedł bardzo szybko gdyż spieszył się na ostatni nocny autobus, który odchodził sprzed dworca za trzy minuty.
Janina K. wyjaśniła, że była pewna, iż mężczyzna ją goni, żeby przy użyciu przedmiotu, który oceniła jako kij baseballowy, dokonać na niej rozboju a może nawet zgwałcić. Nie mogła liczyć na niczyją pomoc gdyż w tunelu nikogo więcej nie było. Decyzję o użyciu gazu podjęła w ostatniej chwili. Gdyby mężczyzna rzeczywiście chciał ją napaść to za moment byłoby za późno na podjęcie obrony.
Znała instrukcję użycia miotacza gazowego, z której wynikało, że strumień gazu należy kierować na klatkę piersiową napastnika z odległości nie mniejszej niż 1 metr, ale uważała, że może to się okazać za mało skuteczne.
Proszę ocenić zachowanie Janiny K. w świetle przepisów Rozdziału III Kodeksu Karnego.
Komentarze