Klementyna K. była miłośniczką koni. Wiele lat prowadziła własną stadninę i dbała, aby co jakiś czas zasilić hodowlę czempionami o dobrym pochodzeniu. Podczas jednej z podróży zawodowych Klementyna K odwiedziła Izydora I., który również prowadził niewielką stadninę. W śród koni pokazanych Klementynie K. jej zainteresowanie wzbudziła klacz o imieniu Lena. Klementyna K. była zdecydowana na jej zakup od Izydora I. Ten jednak stwierdził, że klacz nie jest na sprzedaż, ponieważ oczekuje źrebięcia. Ze względu na wysokie walory klaczy Klementyna K. zdecydowała się zaoferować wysoką cenę za Lenę. Po kilku godzinach przemyśleń i targów Izydor I. zgodził się sprzedać Lenę dopiero jednak 6 miesięcy po przyjściu na świat źrebaka. Zastrzegł także, że wówczas będzie konieczna ponowna negocjacja ceny. Klementyna K. zgodziła się na te warunki, zażądała jednak oświadczenia na piśmie, że Izydor I do tego czasu nie sprzeda Leny. Oświadczenie takie zostało przez Izydora I. podpisane i wręczone Klementynie K.
Gdy upłynął prognozowany termin oźrebienia się klaczy oraz ustalone w umowie 6 miesięcy, Klementyna K. zgłosiła się do Izydora I. w celu zakupu klaczy. Na miejscu okazała się jednak, że klaczy już nie ma w stadninie, ponieważ została sprzedana wraz ze źrebakiem przed trzema miesiącami.
Jak wyjaśnił Klementynie K. Mirosław I., syn Izydora, jego ojciec ciężko zachorował i był zmuszony do zaprzestania prowadzenia stadniny. Rodzinny biznes przejął po nim właśnie Mirosław I, który nie wiedział o zastrzeżeniu Izydora I.
Klementyna K., zdenerwowana udała się po poradę do adwokata, ponieważ klacz, którą była zainteresowana, miała bardzo duże znaczenie dla rozwoju stada Klementyny K.
14 letni Paweł dojeżdża do szkoły komunikacją miejską. Pieniądze które dostaje od rodziców przeznacza na coś innego. Pewnego razu w autobusie była kontrola biletów. Paweł otrzymał mandat w kwocie 150 złotych. Kontroler wystawil mandat na rodziców Pawła. Kto i czy to są rodzice Pawła powinni zapłacić mandat.
W dniu 08.08.2006r. w wyniku obrażeń w wypadku samochodowym zmarli Stefan G., Agnieszka G. i ich syn Marek G. Sąd Rejonowy postanowieniem z dnia 08.01.2007r. określił krąg spadkobierców ustawowych dziedziczących spadek po zmarłym Stefanie G. Dziedziczą po nim jego żona Agnieszka G., rodzice Genowefa G. i Henryk G. oraz rodzeństwo Maria C., Kamil G., Anna G. i Kazimierz G. Sąd Rejonowy ustalił kolejność zgonów na podstawie danych z akt śledztwa. Powyższe postanowienie zaskarżyło rodzeństwo zmarłego. Ich zdaniem sąd naruszył przepisy ustawy prawo o aktach stanu cywilnego poprzez dokonanie ustaleń, co do śmierci Stefana G., jego żony i syna. Zarzucili także błędne ustalenia, co do godziny śmierci tych osób. W aktach zgonów nie była wpisana godzina śmierci. Czy sąd rzeczywiście naruszył przepisy ustawy prawo o aktach stanu cywilnego, wydając postanowienie na podstawie aktów zgonu, w których nie była wpisana godzina śmierci?
Czy ktoś ma już odpowiedzi?
1. Jaka prawda obowiązuje dziennikarza 2. Przestępstwa zniesławienia i zniewagi 3. Ochrona cywilnoprawna czci 4. Sprostowanie prasowe 5. Tajemnica dziennikarska 6. Dziennikarz publiczny pies łańcuchowy 7. Kontratyp wypowiedzi opisowej 8. Kontratyp wypowiedzi ocennej (krytyki) 9. Regulacje prasowe w Konstytucji RP 10. Zakaz kryptoreklamy 11. Prawo do prywatności 12. Hierarchia lojalności dziennikarza (szczególna zasada lojalności) 13. Wolność wypowiedzi w Systemie Rady Europy 14. Czym różni się zasada szczególnej staranności od zasady rzetelności 15. Onus probandi przy ochronie czci
Odpowiedz na pytanie:
Czy standardom prawa prasowego odpowiadają materiały prasowe zamieszczone
na łamach „Super Expressu” z dnia 9 kwietnia 2010 r., pt. „Prezes kanister - limuzyna Ryszarda Pacławskiego pali 200 litrów na 100 km”
i w wersji internetowej tej gazety z dnia 10 kwietnia 2010 r.,
pt. „Sprawa prezesa kanistra Ryszarda Pacławskiego: Mamy dowody (FOTO!)”?
Na łamach „Super Expressu” z dnia 9 kwietnia br. zamieszczono materiał prasowy pt. „Prezes kanister - limuzyna Ryszarda Pacławskiego pali 200 litrów na 100 km”, w który czytamy:
„Z dokumentów wynika, że limuzyna Ryszarda Pacławskiego (52 l.), wiceszefa Polskich Sieci Elektroenergetycznych Operator, pali 200 litrów na 100 km. Ależ on ma pojemność! Ryszard Pacławski (52 l.), wiceprezes jednej z najważniejszych i największych spółek Skarbu Państwa - Polskich Sieci Elektroenergetycznych Operator - tankował za pieniądze podatników gigantyczne ilości paliwa. Z dokumentów, do których dotarliśmy, wynika, że potrafił wlać do 60-litrowego baku swojego samochodu... 100 litrów benzyny i przejechać na takiej ilości paliwa zaledwie... 50 kilometrów. Przez cały ubiegły rok Pacławski wyjeździł 57 tys. 635 kilometrów (czyli prawie tyle, ile wynosi pokonanie 4 razy trasy z Warszawy do Australii)! Ryszard Pacławski został wiceprezesem spółki PSE Operator, odpowiedzialnej za przesył energii, w sierpniu 2008 r. W zarządzie odpowiada za komunikację korporacyjną; mówi się o nim, że jest człowiekiem wiceministra skarbu Jana Burego (47 l.) z PSL. Wcześniej był m.in. członkiem zespołu doradców w Kancelarii Prezydenta; w latach 1995-96 pracował w zarządzie telewizji publicznej oraz był naczelnikiem ZHP w stopniu harcmistrza. Z dokumentów dotyczących zużycia paliwa przez auto Pacławskiego wynika, że jakowiceprezes państwowej spółki tankował za pieniądze podatników na całego. Pacławski ma do dyspozycji służbową skodę superb z kierowcą. Pojemność jej silnika wynosi 3597 centymetrów sześciennych; auto ma sześćdziesięciolitrowy bak na paliwo... Jak jednak wynika z dokumentów... za mały jak na potrzeby wiceprezesa. W 2009 r. do skody Pacławskiego wlewano benzynę, wielokrotnie przekraczając pojemność jej baku. I tak na przykład 7 września ub.r. auto zatankowało aż 100 litrów! Z dokumentów wynika, że zdołało przejechać na tym paliwie zaledwie 50 kilometrów i następnego dnia znowu trzeba było tankować. Tym razem 98 litrów paliwa. Wychodzi na to, że skoda wiceprezesa pali 200 litrów na 100 km. Po przejechaniu kolejnych 50 kilometrów dzień później trzeba było nalać... 94 litry. Według danych producenta limuzyna, którą porusza się Pacławski, zużywa średnio ok. 10-11 litrów na 100 km.Jakim więc cudem do 60-litrowego baku Pacławski wlewał 100 litrów benzyny i przejeżdżał na takiej ilości ledwie 50 km? - Nie pamiętam, jak to się stało, mam dużo zajęć na głowie. Proszę przysłać pytania e-mailem - mówi "SE" Pacławski. Pytania wysłaliśmy. Odpowiedział nam Janusz Pietraś, prezes PSE-Centrum, spółki, która odpowiada za samochody: - Rozliczenia floty samochodów PSE Operator S.A. są na bieżąco monitorowane i dotychczas nie odnotowaliśmy żadnych nieprawidłowości w tym obszarze".
W wersji internetowej „Super Expressu” z dnia 10 kwietnia br. zamieszczono materiał prasowy pt. „Sprawa prezesa kanistra Ryszarda Pacławskiego: Mamy dowody (FOTO!)”[i].
W tekście zamieszczonym pod w/w tytułem, czytamy: „Czy do auta, którego pojemność baku wynosi 60 litrów, można nalać nawet 100 litrów benzyny? Wczoraj napisaliśmy, że takie rzeczy są możliwe w spółce Skarbu Państwa PSE Operator. Dzisiaj ujawniamy dokumenty, które potwierdzają te cuda. Wynika z nich, że do auta przydzielonego wiceprezesowi tej spółki Ryszardowi Pacławskiemu wlewano właśnie takie gigantyczne ilości benzyny! Dane, które ujawniliśmy, pochodzą z oficjalnego dokumentu dotyczącego zużycia paliwa w okresie 2.01.2009-29.12.2009. Jest na nich wyraźnie napisane: "pojazd Skoda Superb, właściciel: Pacławski Ryszard". Podpisy na czterostronicowym zestawieniu złożyli kierownik zespołu transportu spółki PSE Operator Jacek P. oraz kierownik biura spółki Rafał R. To właśnie z tego dokumentu jasno wynika, że np. 7 września zeszłego roku auto zatankowało aż 100 litrów i zdołało przejechać na tym paliwie zaledwie 50 kilometrów. Następnego dnia znowu trzeba było je tankować. Tym razem wlano 98 litrów paliwa. Po przejechaniu kolejnych 50 kilometrów trzeba było nalać... 94 litry. Łatwo obliczyć, że skoda wiceprezesa pali 200 litrów na 100 km. W rozmowie telefonicznej Ryszard Pacławski zapewniał nas, że nie pamięta, jak to się stało. Poprosił o pytania e-mailem. Do wczoraj nie odpowiedział na nie. Przysłał jednak pismo, w którym zarzuca nam kłamstwo. "Oświadczam, że treść tej publikacji nie tylko mija się z prawdą, ale jest całkowicie kłamliwa w zakresie dotyczącym opisanego korzystania z samochodu służbowego" - napisał. Ani słowem nie odniósł się jednak do liczb ujawnionych w naszej publikacji. A te są bezwzględne - wynika z nich, że auto należne prezesowi Pacławskiemu pali więcej niż rolniczy kombajn”.